7. Sącz Jazz Festival – siedem dni muzycznych odkryć, emocji i niezwykłych spotkań
Tegoroczny 7. Sącz Jazz Festival ponownie udowodnił, że Stary Sącz stał się jednym z najważniejszych punktów na jazzowej mapie Małopolski. Przez siedem kolejnych wieczorów publiczność uczestniczyła w muzycznej podróży przez style, tradycje, kultury i osobowości. Każdy koncert był inny, każdy wyjątkowy – a różnorodność artystów okazała się siłą festiwalu, który potrafi zaskakiwać, wzruszać, a nierzadko także porwać do tańca.
Już inauguracja zapowiadała wydarzenie najwyższej próby. Piotr Wojtasik Quintet feat. Anna Maria Jopek rozpoczęli festiwal prawdziwym „muzycznym trzęsieniem ziemi”. Spotkanie jednej z najbardziej rozpoznawalnych polskich wokalistek i wybitnego trębacza okazało się pełne magnetyzmu, wzajemnego zrozumienia i scenicznej chemii. W interpretacjach utworów z projektu Przestworza oraz w odświeżonych kompozycjach Zbigniewa Wodeckiego można było odnaleźć zarówno duchowość, jak i artystyczną swobodę. Każde solo – Michała Tokaja, Marcina Kaletki, Adama Kowalewskiego czy Dawida Fortuny – było mistrzowskim popisem, nagradzanym długimi brawami. A dwa bisy, jak podkreślił Wojtasik, „zarezerwowane tylko dla Starego Sącza”, stały się symbolem szczególnej więzi między artystami a publicznością.
Drugi dzień wypełniła zupełnie inna energia. Groovosophers feat. Satish Robertson zabrali publiczność w gęsty, pulsujący świat jazzowej elektroniki, funku i bluesa. Krakowski zespół z nowojorskim trębaczem z Brooklynu brzmiał, jakby grał razem od dekad, choć istnieje dopiero dwa lata. Ich koncert był jak trans: pełen rytmu, śmiałych improwizacji, odważnych kompozycji. Znakomite partie solowe gitarzysty Filipa Wyrwy, nowosądeckiego basisty Marcina Essena i pozostałych muzyków sprawiły, że publiczność długo nie chciała ich wypuścić z sali Sokoła. To wieczór, który można było poczuć każdą komórką własnego ciała.
Trzeciego dnia przyszedł czas na elegancję i klasykę. Ray Brown Jr., syn Elli Fitzgerald i Raya Browna, w towarzystwie Andrzej Jermakow Live Band wprowadził słuchaczy do świata swingujących standardów i ponadczasowej amerykańskiej wokalistyki. Jego koncert był nie tylko muzycznym przeżyciem, ale też osobistą, pełną ciepła opowieścią o dzieciństwie wśród jazzowych gigantów. Wzruszający finał – „Wonderful World” – wywołał wśród publiczności nie tylko brawa, ale i głęboką nostalgię.
Czwarty koncert – Suferi – przyniósł festiwalowi świeżość, młodość i eksperyment. Trio, łączące karpacki folk, jazz i elektronikę, zaprezentowało muzykę wymykającą się jazzowym szufladkom. Skrzypce Kacpra Malisza, gitara i syntezatory Andrzeja Imierowicza oraz perkusja Miłosza Berdzika stworzyły brzmienia raz porywające do tańca, raz kojące jak kołysanka. Improwizacja była tu fundamentem – muzycy przyznali, że wiele utworów powstaje „tu i teraz”, w czasie rzeczywistym, nigdy już nie powtarzając tej samej wersji. To był koncert, który otworzył nowe perspektywy na to, czym dziś może być jazz.
Piątego dnia festiwalu scena należała do żywiołowej, charyzmatycznej Tonyi Graves, która pojawiła się z dużym, energetycznym Live Bandem i chórkiem. Jej występ był eksplozją soulu, jazzu, bluesa i funk'u. Publiczność nie tylko słuchała – ona się ruszała, płynęła, śpiewała, reagowała. Tonya stworzyła wieczór pełen radości i spontaniczności, zakończony trzema bisami i długą owacją na stojąco. To był koncert, który udowodnił, że jazz potrafi także zagrzać, roztańczyć i rozświetlić salę starosądeckiego Sokoła.
Szósty dzień przyniósł muzykę z najwyższej międzynarodowej półki. Tingvall Trio – Szwed, Kubańczyk i Niemiec – zabrali publiczność w dwugodzinną podróż po świecie dźwięków i emocji. Ich muzyka, łącząca nastrojową lirykę z potężnymi wybuchami energii, zachwycała spójnością, wirtuozerią i wyobraźnią. Martin Tingvall, Omar Rodriguez Calvo i Jürgen Spiegel stworzyli brzmienie, które na długo pozostanie w pamięci słuchaczy. Po koncercie kolejka po płyty była równie długa jak oklaski.
Finał był pięknym domknięciem całego festiwalu. Marita Albán Juárez Quartet wprowadziła publiczność w świat afro-latynoskich rytmów, poezji i emocjonalnych opowieści. Marita, śpiewająca w języku hiszpańskim o doświadczeniach kobiet z różnych miejsc świata, poruszała nie tylko głosem, ale i artystyczną, emocjonalną wrażliwością. Towarzyszący jej muzycy – m.in. Dominik Wania i Andrzej Święs – byli współtwórcami klimatu, który przepełniał każdy utwór. Ich finezyjne solówki budowały dramaturgię koncertu, czyniąc z finału festiwalu wydarzenie pełne szlachetnej melancholii i klasy.
7. Sącz Jazz Festival 2024 zapisał się jako edycja wyjątkowo różnorodna, pełna żywych emocji, światowych nazwisk i lokalnych akcentów. Przyniósł wzruszenia i muzyczne odkrycia, pokazał bogactwo jazzowych tradycji i odwagę artystycznych poszukiwań. To był listopad, który zachwycił publiczność i pozostawił ją z jednym pragnieniem: żeby za rok znów było tak pięknie.
Tekst opracowano na podstawie relacji Janusza Bobrka.